Legendy Kamiennych Komnat
Moderator: LEO
Ehh, co można napisać po tak pięknym opisie kolejnej części Legend...i komentarzu Pitera. Historie matek, dwóch matek są niewiarygodne...Wbrew pozorom tak wiele ludzi go kochało. Bezgraniczna, nieomalże poddańcza miłość najbliższych nie umiała go chociaż troszkę rozgrzać? I dziewczyna, która zjawiła sie u niego i wróciła. Ciemnooka...Dlaczego chciał aby wróciła?
Dziekuję LEO
Dziekuję LEO
KOCHANI - może nie odniosę się konkretnie dziś do pytań i interpretacji, które padły po legendzie o Rodzinie ponieważ dziś zaglądnęłam tutaj dosłownie na moment i obawiam się, że nie poskładam jednego sensownego zdania, zrobię coś innego i mam nadzieję, że mi wybaczycie...
Kochani, mówi się, że ten co przemawia cytatami sam nie ma nic do powiedzenia, ale dziś Wasze wypowiedzi to moje podziekowanie.
...ta ONA w sypialni to jego matka... ale to tylko moje domniemania...
Piter... to poruszyło mnie bardziej, niż opowiadanie, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe, ale to, że poczułeś i wyraziłeś to, co ja czułam pisząc, znaczy dla mnie więcej....siostra - ona umierala powoli, karmiac sie nieistniejaca nadzieja. on nadziei juz od dawna nie mial. tak wiec to ona musi podtrzymywac jego zycie - niemalze namawiac go by zechcial przetrwac kolejny dzien... trudna rola... jednak to dzialalo w obie strony - ona tez nie moglaby zyc bez niego... jej zycie straclioby resztki sensu. bo wydaje mi sie, ze wlasnie w NIM ulokowala swoje ostatnie ludzkie odruchy - lojalnosc, milosc, potrzebe troski. mysle, ze Isabel caly czas wierzyla, ze pod ta zimna skorupa zyje jej brat...
... I weź tu człowieku poczekaj do piątku...
...Historie matek, dwóch matek są niewiarygodne...
Rodzina:... rodzice, rozdzeństwo, przyjaciele, ludzie, żołnierze, służba... zrozumieliście ......trudno wytrzymać z ciekawości...
Kochani, mówi się, że ten co przemawia cytatami sam nie ma nic do powiedzenia, ale dziś Wasze wypowiedzi to moje podziekowanie.
"...I'm a member of that group of... outsiders. So... thank you, Roswell... Thank you for... for letting me live among you...Thank you for giving me a home... "
HELOŁ! ewrybady ... nie zdziwię sie, jak nikt nie zrozumie co napisałam, bo jak mnie kiedyś kolega poprosił o napisanie .."pomocy naukowej' z anglika tak jak się czyta, to nie potrafiłam potem tego przeczytać Enyłej... mam ciut czasu, więc dziś postaram się trochę odnieść do tego co napisaliście wcześniej...
w kolejności o pierwszego postu po legendzie...
HOTORI - jak znikła ta o ciemnych oczach? Hmm... wiesz... to legendy... jak mogę tylko opowiedzieć co ludzie i Antarianie mówili... Widzę, że temat Was interesuje więc postaram się go pociagnąć... Co do pisania dalej... Hotori, to takie miłe, wręcz wspaniałe, że mnie tak dopingujesz ty i inni... mam nadzieję, że Wam się będzie legenda nastepna podobać też... tak samo jak nr 1...
PITER - jesteś blisko... jeśli chodzi o te kobiety, ich pojawianie się i znikanie, ael ... maxel jest chyba najbliżej chociaż pewnie o tym jeszcze nie wie To, jak opisałeś stosunki brat-siostra... piekne, już to "powiedziałam". Tyi Maxel zwracacie uwagę na podobne aspekty legend, ale co najwspanialsze wszyscy pytacie o te same mniej więcej rzeczy, a to znaczy, że podizelacie te same wątpliwości i te same zagadki chcecie rozwiązać, co z kolei znaczy, że potrafiłam je tam odpowiednio umieścić i niezmiernie się z tego cieszę. Co do opisu święta Belleteyn... nigdy nie czytałam Sapkowskiego, chociaż chyba kiedyś nawet miałam jeden tom wiedźmina w rękach Tak zatem nie mogłam sugerować się akurat tym opowiadaniem. Cieszę się, że było to sugestywne, bo ja widziałam to święto jako wielki taniec oglądany we fragmentach ukazujących jedynie opisane przeze mnie szczegóły i to w zwolnionym tempie... teraz co do tej... "kary" ... gdyby tylko takie kary były byłabym szczęśliwa, ale chyba nie potrafię, bo skoro już 3 razy Wam się podobało, to ryzyko klapy następnej części wzrasta coraz bardziej... A jak piszesz o tej karze i widze ten avatarek, to normalnie...
NANIUŚ - Ty mi jeszcze reklamę w komnacie robisz! W piątek czekam na twoją opinię i już nie mogę się doczekać!
ELU - zobaczyłaś ten fragment legend trochę inaczej jak ja. Dla mnie większość z tych co go znała w końcu go pokochała, nie taką miłościądamsko-męską, tylko jak syna, brata, obrońcę, przyjaciela, na którego pomoc mozna liczyć. pokochali go, tylko nikt nie potrafił mu pomóc, więc postanowili uszanować jego prawo do wyobcowania. Pozostawili go jego siostrze i przyjacielowi.
w kolejności o pierwszego postu po legendzie...
HOTORI - jak znikła ta o ciemnych oczach? Hmm... wiesz... to legendy... jak mogę tylko opowiedzieć co ludzie i Antarianie mówili... Widzę, że temat Was interesuje więc postaram się go pociagnąć... Co do pisania dalej... Hotori, to takie miłe, wręcz wspaniałe, że mnie tak dopingujesz ty i inni... mam nadzieję, że Wam się będzie legenda nastepna podobać też... tak samo jak nr 1...
PITER - jesteś blisko... jeśli chodzi o te kobiety, ich pojawianie się i znikanie, ael ... maxel jest chyba najbliżej chociaż pewnie o tym jeszcze nie wie To, jak opisałeś stosunki brat-siostra... piekne, już to "powiedziałam". Tyi Maxel zwracacie uwagę na podobne aspekty legend, ale co najwspanialsze wszyscy pytacie o te same mniej więcej rzeczy, a to znaczy, że podizelacie te same wątpliwości i te same zagadki chcecie rozwiązać, co z kolei znaczy, że potrafiłam je tam odpowiednio umieścić i niezmiernie się z tego cieszę. Co do opisu święta Belleteyn... nigdy nie czytałam Sapkowskiego, chociaż chyba kiedyś nawet miałam jeden tom wiedźmina w rękach Tak zatem nie mogłam sugerować się akurat tym opowiadaniem. Cieszę się, że było to sugestywne, bo ja widziałam to święto jako wielki taniec oglądany we fragmentach ukazujących jedynie opisane przeze mnie szczegóły i to w zwolnionym tempie... teraz co do tej... "kary" ... gdyby tylko takie kary były byłabym szczęśliwa, ale chyba nie potrafię, bo skoro już 3 razy Wam się podobało, to ryzyko klapy następnej części wzrasta coraz bardziej... A jak piszesz o tej karze i widze ten avatarek, to normalnie...
NANIUŚ - Ty mi jeszcze reklamę w komnacie robisz! W piątek czekam na twoją opinię i już nie mogę się doczekać!
ELU - zobaczyłaś ten fragment legend trochę inaczej jak ja. Dla mnie większość z tych co go znała w końcu go pokochała, nie taką miłościądamsko-męską, tylko jak syna, brata, obrońcę, przyjaciela, na którego pomoc mozna liczyć. pokochali go, tylko nikt nie potrafił mu pomóc, więc postanowili uszanować jego prawo do wyobcowania. Pozostawili go jego siostrze i przyjacielowi.
"...I'm a member of that group of... outsiders. So... thank you, Roswell... Thank you for... for letting me live among you...Thank you for giving me a home... "
Przyjmijmy, żeLEO wrote:bo skoro już 3 razy Wam się podobało, to ryzyko klapy następnej części wzrasta coraz bardziej...
K1, K2, K3, Kn i Kn+1 to zdarzenia klapy przy legendach: 1, 2, 3, n i n+1.
Wtedy prawdopodobieństwa oznaczymy sobie:
P(K1), P(K2), P(K3), P(Kn), P(Kn+1), natomiast prawdopodobieństwo, że będą dwie klapy pod rząd, to np. P(K1*K2)
niestety nie ma na forum znaczka iloczynu zbiorów, który powinienem tu zastosować
P(K1) = 0 (zmierzone doświadczalnie - gbyby było większe, to znalazłby się chociaż jeden krytyczny głos)
P(K2) = 0 (zmierzone doświadczalnie)
P(K3) = 0 (zmierzone doświadczalnie)
P(K1*K2) = 0 (zmierzone doświadczalnie)
P(K2*K3) = 0 (zmierzone doświadczalnie)
Wniosek - P(K1)=P(K2)=P(K3)=P(K1*K2)=P(K2*K3)
P(K1)*P(K2) = P(K1*K2)
0*0 = 0
L = P
Wniosek - K1 i K2 są zdarzeniami niezależnymi.
P(K2)*P(K3) = P(K2*K3)
Skoro P(K2)=P(K1), P(K3)=P(K2), P(K2*K3)=P(K1*K2), to:
P(K1)*P(K2) = P(K1*K2)
Więc:
P(K1)*P(K2) = P(K1*K2) => P(K2)*P(K3) = P(K2*K3), gdy n=1
Zatem:
P(Kn)*P(Kn+1) = P(Kn*Kn+1) => P(Kn+1)*P(Kn+2) = P(Kn+1*Kn+2)
Wniosek:
Metodą indukcji dowiedliśmy w oczywisty sposób, że zdarzenia Kn i Kn+1 są niezależne, tak więc dla każdego n musi być spełniona równość
P(Kn)*P(Kn+1) = P(Kn*Kn+1)
Z tych trywialnych rozważań jasno wynika, że wartość parametru n nie wpływa na P(Kn).
Jak dotąd P(Kn) = const.
Prawo Newtona głosi, że jeżeli żadna zewnętrzna siła nie wpływa na ruch/spoczynek ciała, to ciało kontynuuje ruch/spoczynek.
Skoro więc P(Kn) nie jest zależne od n - nic nie zakłóca spoczynku wartości P(Kn), więc
dla każdego n P(Kn) = 0
Ostateczny wniosek:
Z tych banalnych wywodów w oczywisty sposób wynika, że
klapy nigdy nie będzie
PS: żaden ścisłowiec nie musi sprawdzać poprawności tego wywodu. On JEST poprawny i już.
התשׂכח אשׂה עולה מרחם בן בטנה גם אלה תשׂכחנה ואנכי לא אשׂכחך
הן על כפים חקתיך
comprendo.info - co autor miał na myśli - interpretacje piosenek
הן על כפים חקתיך
comprendo.info - co autor miał na myśli - interpretacje piosenek
nie chce mi sie sprawdzac poprawnosci przeksztalcen, ale czy jestes pewien, ze prawdopodobienstwo jest cialem..?
czy struktura abstrakcyjna nie musi przypadkiem spelniac jakichs aksjomatow, zeby zasluzyc sobie na ten tytul...?
co jest dla niej elementem zerowym a co jedynka...?
jakie sa dzialania na niej okreslone...?
poniewaz ja dopiero zaczynam sie tego uczyc, to moglem gdzies walnac jakas gafe.. ale to szczegol
czy struktura abstrakcyjna nie musi przypadkiem spelniac jakichs aksjomatow, zeby zasluzyc sobie na ten tytul...?
co jest dla niej elementem zerowym a co jedynka...?
jakie sa dzialania na niej okreslone...?
poniewaz ja dopiero zaczynam sie tego uczyc, to moglem gdzies walnac jakas gafe.. ale to szczegol
dzien dobry. jestem piter i wszystkich lubie.
{O} - doprowadziłeś mnie do łez.... ze śmiechu. Powinnam odebrać to bardziej poważnie, ale jako blondynka zrozumiałam jedynie podsumowanie małymi literkami i wyboldowane słowa, ponieważ z przekory czytam to co małym drukiem pomijając to co oczywiste i co mam przd oczami
Poza tym {o} - wiedziałam, że warto czekać na twój komentarz... Dodałeś mi odwagi do kolejnych części
Poza tym {o} - wiedziałam, że warto czekać na twój komentarz... Dodałeś mi odwagi do kolejnych części
"...I'm a member of that group of... outsiders. So... thank you, Roswell... Thank you for... for letting me live among you...Thank you for giving me a home... "
Boże, dzisiaj piątek więc niedługo następna część . Wpadłam na moment żeby się przywitać. {o} rachunek prawdopodobieństwa udawadnia, że romantyczne opowiadania i matematyka - blee, mogą istnieć obok siebie chociaż nie jestem do końca przekonana...
LEO, pisząc że pomimo o ogromnej miłości jaką Go obdarzano, pozostał zimny i zamknięty nie rozumiem jak bardzo trzeba zranić człowieka by tak cierpieć. Albo jak mocno musi mieć zamknięte serce, którego nie umie otworzyć nawet dla najbliższych. On, który potrafił tak kochać. Typowy bohater romantryczny. Nieprzenikniony, mroczny, samotny....Jak ja kocham ten okres w literaturze...
Buziaki dla wszystkich...
LEO, pisząc że pomimo o ogromnej miłości jaką Go obdarzano, pozostał zimny i zamknięty nie rozumiem jak bardzo trzeba zranić człowieka by tak cierpieć. Albo jak mocno musi mieć zamknięte serce, którego nie umie otworzyć nawet dla najbliższych. On, który potrafił tak kochać. Typowy bohater romantryczny. Nieprzenikniony, mroczny, samotny....Jak ja kocham ten okres w literaturze...
Buziaki dla wszystkich...
Właśnie, dzisia piątek i korzystam z luzów...
Przeczytałam z podkładem... "Ponoć kiedyś patrzył w niebo szukając swego domu." Jak bardzo wszystko może się zmienić, jak bardzo człowiek może się zmienić, jak to jest możliwe...? Wtedy... Wtedy było tak inaczej, niebo było inne... Teraz nie ma już czego szukać na niebie, odnalazł swoje miejsce, ale po drodze wszystko tak bardzo się zmieniło... Jego rodzice, dawno. Evansowie... Nie dał im wyboru ratując ich, tak jak nie dał kiedyś Jej wyboru, a potem patrzył jak Ona odchodzi, jak powzięła własną decyzję. Może nie chciał już na to patrzeć, jak kolejne biskie niegdyś jego sercu osoby cierpią i umierają, jak Ona, jak jego siostra... Dla jego ludzi tamto opisane święto było pełne radości i śmiechu. Ale czy On jeszcze potrafił się śmiać? Wydaje się, że śmiech odszedł razem z Nią...
Isabel - "żelazny generał" (bez historycznych skojarzeń z kanclerzem), który tylko w nocy dawał odpocząc oczom, twarzy, duszy... Przecież ona też była nieszczęśliwa, ona przecież też kogoś straciła, była z Nim w każdej bitwie, dźwigała na barkach cały ciężar tych pomniejszych spraw.
I kolejna kobieta - Jego matka? Co działo się w jej sercu, gdy pierwsza radosć z powrotu syna minęła, a ona ujrzała go takim, jakim był... Jak bardzo się zmienił... I co czuła, gdy nie chciał się do niej zbliżyć, dać się poznać, bo przecież znajomość, bliskość z nim przynosiła nieszczęście, wszystkim... Czasami pewnie nienawidziła Jej, tamtej dziewczyny, która tak bardzo Go zmieniła. Ale zaraz potem żałowała tych myśli i wyrzucała je sobie.
Ludzie go kochali, naprawdę był ich Panem - jak bardzo trzeba kochać, by mimo wszystko wielbić Jego - zimnego, nieszczęśliwego i mrocznego. Przypominają mi trochę małe dzieci, które widzą, że ich opiekun jest smutny, ale nie zaprzątają sobie tym głowy, tylko pokazują mu swoje uwielbienie...
Przeznaczenie. Jego Przeznaczeniem było wrócić do domu i uratować swoich ludzi. Nie znał tylko ceny tego... A Ona zawsze mówiła mu, by postępował zgodnie ze swoim Przeznaczeniem. Nie chciał. Może gdyby wtedy Jej posłuchał, Jego droga do domu byłaby lżejsza. Ale przecież to Ona była jego Domem...
Przeczytałam z podkładem... "Ponoć kiedyś patrzył w niebo szukając swego domu." Jak bardzo wszystko może się zmienić, jak bardzo człowiek może się zmienić, jak to jest możliwe...? Wtedy... Wtedy było tak inaczej, niebo było inne... Teraz nie ma już czego szukać na niebie, odnalazł swoje miejsce, ale po drodze wszystko tak bardzo się zmieniło... Jego rodzice, dawno. Evansowie... Nie dał im wyboru ratując ich, tak jak nie dał kiedyś Jej wyboru, a potem patrzył jak Ona odchodzi, jak powzięła własną decyzję. Może nie chciał już na to patrzeć, jak kolejne biskie niegdyś jego sercu osoby cierpią i umierają, jak Ona, jak jego siostra... Dla jego ludzi tamto opisane święto było pełne radości i śmiechu. Ale czy On jeszcze potrafił się śmiać? Wydaje się, że śmiech odszedł razem z Nią...
Isabel - "żelazny generał" (bez historycznych skojarzeń z kanclerzem), który tylko w nocy dawał odpocząc oczom, twarzy, duszy... Przecież ona też była nieszczęśliwa, ona przecież też kogoś straciła, była z Nim w każdej bitwie, dźwigała na barkach cały ciężar tych pomniejszych spraw.
I kolejna kobieta - Jego matka? Co działo się w jej sercu, gdy pierwsza radosć z powrotu syna minęła, a ona ujrzała go takim, jakim był... Jak bardzo się zmienił... I co czuła, gdy nie chciał się do niej zbliżyć, dać się poznać, bo przecież znajomość, bliskość z nim przynosiła nieszczęście, wszystkim... Czasami pewnie nienawidziła Jej, tamtej dziewczyny, która tak bardzo Go zmieniła. Ale zaraz potem żałowała tych myśli i wyrzucała je sobie.
Ludzie go kochali, naprawdę był ich Panem - jak bardzo trzeba kochać, by mimo wszystko wielbić Jego - zimnego, nieszczęśliwego i mrocznego. Przypominają mi trochę małe dzieci, które widzą, że ich opiekun jest smutny, ale nie zaprzątają sobie tym głowy, tylko pokazują mu swoje uwielbienie...
Przeznaczenie. Jego Przeznaczeniem było wrócić do domu i uratować swoich ludzi. Nie znał tylko ceny tego... A Ona zawsze mówiła mu, by postępował zgodnie ze swoim Przeznaczeniem. Nie chciał. Może gdyby wtedy Jej posłuchał, Jego droga do domu byłaby lżejsza. Ale przecież to Ona była jego Domem...
KOCHANI... zadawajcie pytania i piszcie wątpliwości i spostrzeżenia, bo nie będzie nastepnych legnd
I musze się Was zapytać o jedno: Maxel powiedział, że bardzo zmieniłam Maxa... (a nie wie jeszcze, podobnie jak Wy co będzie dalej )czy bardzo go zmieniłam? I czy to dobrze, źle, prawdopodobne? Jaka jest Wasza opinia?
I musze się Was zapytać o jedno: Maxel powiedział, że bardzo zmieniłam Maxa... (a nie wie jeszcze, podobnie jak Wy co będzie dalej )czy bardzo go zmieniłam? I czy to dobrze, źle, prawdopodobne? Jaka jest Wasza opinia?
"...I'm a member of that group of... outsiders. So... thank you, Roswell... Thank you for... for letting me live among you...Thank you for giving me a home... "
a wiec posuwasz sie do grozb...bo nie będzie nastepnych legnd
moim zdaniem, ewolucja Maxa z duzym prawdopodobienstwem zmierzala w kierunku czlowieka, ktorego nam przedstawiasz. jezeli w serialu spotkaloby go to, co opisujesz w legendach, to nie bardzo wyobrazam sobie jak inaczej moglby skonczyc...
dzien dobry. jestem piter i wszystkich lubie.
po prostu chodzilo mi o to ze Max stworzony przez Slonce jest "bezwgledny"... oczywiscie Leo ostatecznie mnie przekonala do tego ze Max jest sklonny do zabojstwa (vide: White Room) - ALE - pamietacie jak darowal Tess zycie ? Postac ktora jest tu przedstawiona.. mysle ze musala naprawde duzo wycierpiec zeby sie stac tym kim jest. Moze nawet wiecej niz sie dowiemy.
Po co człowiek żyje ?Aby byćoczamiuszamii sumieniemStwórcy WszechświataTy baranie][-][ ][_][ ][\/][ //-\ ][\][
PITER - to był komplement i to wielki, dzięki. Szukam teraz ścieżek muzycznych do poniedziałkowej legendy i help needed.
MAXEL -
A poza tym Panowie jestem mile zaskoczona odzewem... ... gratuluję refleksu i umiejętności prawienia wspaniałych komplementów. Avatarek Pitera wzbudza chęć przekory a Maxela instynkt opiekuńczy... (spokojnie, wg ostatnich badań ja go nie posiadam ) A powiadają, że należy "obstawiać" Anglików... hmm...
MAXEL -
masz MNÓSTWO RACJI MAXEL... mam nadzieję, że poniedziałkowa LKK spodoba Ci się. I Reszcie oczywiście Nie wiem, czy sama nie zbliżam się do pewnych granic i jeszcze sporo muszę popracować nad epizodem poniedziałkowym... MUSIC PLEASE!!!!!Postac ktora jest tu przedstawiona.. mysle ze musala naprawde duzo wycierpiec zeby sie stac tym kim jest. Moze nawet wiecej niz sie dowiemy.
A poza tym Panowie jestem mile zaskoczona odzewem... ... gratuluję refleksu i umiejętności prawienia wspaniałych komplementów. Avatarek Pitera wzbudza chęć przekory a Maxela instynkt opiekuńczy... (spokojnie, wg ostatnich badań ja go nie posiadam ) A powiadają, że należy "obstawiać" Anglików... hmm...
"...I'm a member of that group of... outsiders. So... thank you, Roswell... Thank you for... for letting me live among you...Thank you for giving me a home... "
Who is online
Users browsing this forum: No registered users and 13 guests